Dzieciństwo i młodość
Andrzej Zalewski swoją edukację rozpoczął pod koniec lat dwudziestych ubiegłego stulecia w prywatnym przedszkolu należącym do Wojciecha Górskiego, znajdującym się przy ulicy Wareckiej. Ukończenie tego przedszkola dawało możliwość kontynuowania nauki w szkole powszechnej, również prowadzonej przez Górskiego. Zapamiętał, że wręczał w 1932 r Józefowi Piłsudskiemu, wizytującemu ich przedszkole bukiet róż. Ten za róże podziękował, a ich darczyńcę pogłaskał po policzku i powiedział: Jędrusiu, bądź grzeczny.
Marzeniem Teodora było, aby najstarszy syn Andrzej poszedł w jego ślady i został muzykiem. Zapisał go nawet do szkoły muzycznej. Andrzejek okazał się dzieckiem muzykalnym i pojętnym. Po pierwszym publicznym występie w konserwatorium w 1931 roku prasa pisała o nim jako o „cudownym dziecku”, ale, jak mówi pan Andrzej: Zdolności muzyczne należało rozwijać, a mnie zabrakło pracowitości.
Kolejnym etapem w życiu młodego Andrzeja Zalewskiego była nauka w renomowanej Szkole Powszechnej im. Świętego Wojciecha. Założył ją w roku 1877 bogaty ziemianin z okolic Warszawy – Wojciech Górski. Był i jest chyba do dzisiaj najmłodszym twórcą autorskiej szkoły w dziejach polskiej oświaty. Kierował nią nieprzerwanie do końca życia, tj. do 1935 roku.
Szkoła W. Górskiego zajmowała jedno z przodujących miejsc wśród szkół warszawskich. Cechowało ją nowatorstwo w metodach nauczania i organizacji systemu zdobywania wiedzy. Znalazło to m.in. wyraz w przyjęciu systemu semestralnego, czyli promowania na kolejny semestr co pół roku. Najlepsi uczniowie szkoły powszechnej kontynuowali kształcenie w jego gimnazjum. Utworzona przez Wojciecha Górskiego szkoła jak "żywy organizm" przechodziła przez różne etapy organizacyjne i odegrała szczególną rolę w latach zaborów. Górski swoją postawą, energią i odwagą sprawił, że u niego mogli kończyć naukę wszyscy uczniowie szkół rządowych, którzy za jawne wyrażanie uczuć patriotycznych otrzymywali tzw. wilcze bilety.
Osobowość dyrektora Górskiego sprawiła, że była to wspaniała szkoła o niepowtarzalnym klimacie – wspomina Andrzej Zalewski. Dyrektor miał ogromny autorytet i wielki talent pedagogiczny. Pamiętam go, gdy w czarnej ,spiętej klamrą pelerynce przelatywał jak burza przez kilka pięter, znajdując czas, by codziennie wpaść do każdej klasy, choćby na parę minut. Jego metody wychowawcze zacierające różnice społeczne i materialne wśród uczniów najbardziej zobrazuje anegdota.
Pewnego dnia, a było to w czwartej klasie szkoły powszechnej, dyrektor Górski wchodzi do mojej klasy, gdzie właśnie trwa lekcja wychowawcza prowadzona przez moją ulubioną nauczycielkę, panią Kobylińską. Kościsty, lekko łysiejący pan z siwiejącą bródką już samą swoją sylwetką budził u chłopców respekt. Dyrektor chciał jak najwięcej wiedzieć o swoich uczniach, więc pyta jednego z nich:
-Banaszkiewicz, gdzie pracuje twój tata? Chłopak cały w pąsach po dłuższej chwili milczenia wykrztusza z siebie:
- Jest maszynistą na lokomotywie PKP (a trzeba wiedzieć, że w tej szkole były głównie dzieci ziemian, przemysłowców, adwokatów, lekarzy itp.) Kilku wesołków klasowych ryknęło śmiechem, a pan dyrektor powiedział spokojnie:
- Banaszkiewicz, to ty się wstydzisz, że twój tata jest maszynistą ,że odpowiada za przewożenie i bezpieczeństwo setek ludzi i ich majątku? To przecież wspaniały zawód! I tu pada polecenie w stronę wychowawcy:
- Najbliższa lekcja będzie poświęcona kolejom państwowym, a ty, ty i ty - tu wskazał na najbardziej rozbawionych – przygotujecie pisemne wypracowania na ten temat, osobiście je sprawdzę. Dziś mogę się tylko domyślać, że Banaszkiewicz był jednym ze stypendystów szkoły.
Szkoła witała swoich uczniów wielką tablicą z podobizną Wojciecha Górskiego i hasłem: „Wiedza to skarb, którego wróg nie zabierze, ogień nie spali i złodziej nie zrabuje”. Lekcje zaczynały się od modlitwy „Duchu Święty, który oświecasz nasze umysły dodaj nam ochoty do nauki”. To była szkoła, do której chodzili chłopcy nie tylko posiadający różny status materialny, ale i wywodzący się z różnych wiar. Przeważali jednak katolicy. Młodzież, która deklarowała, że jest innego wyznania – prawosławni, protestanci, luteranie - w czasie lekcji religii miała wolną godzinę, ale już pod koniec roku szkolnego chłopcy dołączali do pozostałych i nie działo się to pod presją nauczycieli, lecz z ich własnej woli.
Mimo czesnego wynoszącego 100 złotych miesięcznie (za tą kwotę można było wówczas kupić 100 kg cukru) kolejka oczekujących do szkoły wahała się od w zależności od roku od 100 do 300 uczniów.
W 1928 roku W. Górski wybudował i wyposażył istniejącą do dziś szkołę i Dom Ludowy we wsi Pamiątka pod Tarczynem. Była to pięcioklasowa szkoła powszechna o charakterze eksperymentalnym, stworzono ją dla dzieci chłopskich z okolicznych folwarków Górskiego. Chłopcy z bogatych warszawskich rodzin, uczęszczający do szkoły w Warszawie, co roku przez dwa tygodnie uczyli się razem z dziećmi chłopskimi w szkole w Pamiątce.
Dla nas chłopców z Warszawy to była przygoda- mówi Andrzej Zalewski – nowe otoczenie, konie, wozy drabiniaste, całą klasę przywożono kolejką. Siadam pierwszego dnia nauki w ławce razem z dzieckiem chłopskim, patrzę na niego i jestem zdziwiony, bo ja w eleganckim, czyściuteńkim mundurku, a on w podartych portkach i bez butów. To był dla mnie szok. Były to dwa tygodnie kuracji i wychowania demokratycznego. Nauczyłem się tam szacunku dla polskiego chłopa i bezgranicznie pokochałem polską wieś i przyrodę.
Jeździliśmy też na zieloną szkołę nad jezioro Wigry. Była ona zupełnie inaczej pomyślana. To był piękny budynek tuż nad jeziorem i tam rotacyjnie od kwietnia do października jeździły klasy na dwutygodniowe zielone lekcje.
Uważam, że styl wychowywania tej szkoły powinien być obecnie przywracany do współczesnych szkół. W tej szkole mieliśmy wspaniałych nauczycieli, którzy od pierwszej do ostatniej klasy nie tylko nas uczyli, ale i wychowywali.
Wojciech Górski kładł szczególny nacisk na właściwy dobór kadry. Nauczycielem w jego szkole mogła zostać osoba o szczególnych predyspozycjach naukowych i pedagogicznych, kompetentna i otwarta na sprawy młodzieży. W zamian za pełne oddanie się szkole Górski oferował swoim nauczycielom pensję dwukrotnie wyższą niż w innych, podobnych szkołach. Stwierdzenie w towarzystwie: „Uczę u Górskiego”, było nobilitacją.
Tym, co odróżniało „górali”- bo tak potocznie nazywano uczniów szkoły Górskiego- od młodzieży uczącej się w innych szkołach, były mundurki. Na głowie francuskie kepi, granatowe , ciepłe mundury zimowe, latem szare, przewiewne stroje.
Ta szkoła nie tylko uczyła i wychowywała, ale sprawiała, że młody człowiek mógł z powodzeniem rozwijać swoje zainteresowania artystyczne i intelektualne.
Górski stworzył z młodzieży i nauczycieli wspaniały kolektyw. Każdy uczeń, który wykazał się ambicją i uporem w zdobywaniu wiedzy, mógł liczyć na jego pomoc, w tym także materialną. Górski z własnych funduszy pokrywał koszty nauki 180 dzieci z uboższych rodzin. Celujące, ale jednocześnie tragiczne świadectwo wystawiły szkole lata okupacji hitlerowskiej. Była ona jedną z tych, które położyły największe zasługi dla polskiej oświaty w okresie tajnego nauczania. Żadna inna szkoła nie wykształciła w tym czasie tak wielkiej liczby maturzystów - ponad 200. Nauczyciele, uczniowie i absolwenci szkoły aktywnie uczestniczyli w ruchu oporu i brali udział w walkach na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Szczególnie bohaterską kartę zapisali, biorąc udział w Powstaniu Warszawskim. Wielu uczniów tej szkoły oddało życie za Polskę na barykadach Warszawy. Tragiczny los spotkał również budynek szkoły, który został całkowicie zniszczony przez Niemców. Wśród wychowanków tej placówki można znaleźć wiele sławnych nazwisk: Stefan kardynał Wyszyński, Mieczysław Karłowicz, ks.bp Edward Materski, Wacław Gąsiorowski, Jan Adam Maklakiewicz, Stanisław Dubois, Leon Mantuffel, Eryk Lipiński, Stanisław Lorentz, Krzysztof Starzyński, Stefan Wiechecki-Wiech, Włodzimierz Sokorski, Karol Małcużyński czy Stanisław Skrypij.

















